Ostatnie wzrosty kursu bitcoina prowokują rytualne komentarze dotyczące spekulacyjnego charakteru tej waluty. Ale twierdzenie, że kryptowaluty są bańkami finansowymi, nie jest specjalnie odkrywcze – świat kryptowalut od lat doświadcza naprzemiennych okresów pompowania i spadku kursów. Ostatnie wzrosty są po prostu na tyle spektakularne, że przyciągnęły uwagę głównonurtowych mediów. Jeśli już bańka na bitcoinie ma pęknąć, dobrze jest przyjrzeć się głębszym powodom, które o tym zdecydują.

Łukasz Jonak, Analityk DELab UW

 

Bitcoin ma fundamentalny problem w zarządzaniu projektem. Na początku sierpnia tego roku, w wyniku toczącej się od lat wojny o sposób zwiększenia pojemności systemu, doszło do technicznego i społecznego podziału projektu. Bitcoin podzielił się na dwa łańcuchy (bazy danych przechowujące informacje o transakcjach), a w konsekwencji ostatecznie dokonał się podział społeczności wspierającej projekt.

Deweloperzy niezgadzający się z dotychczasową polityką rozwoju bitcoina stworzyli nowy łańcuch (Bitcoin Cash, w tej chwili 3. kryptowaluta, jeśli chodzi o wysokość kapitalizacji), w którym poprawili przepustowość poprzez zwiększenie wielkości pojedynczego bloku. Dzięki temu wysokość opłat transakcyjnych (od pewnego czasu zmora bitcoina) zmniejszyła się do poziomu poniżej 1 centa za transakcję.

Społeczność wspierająca „stary” łańcuch (Bitcoin Core) od początku sprzeciwiała się zwiększeniu limitu rozmiaru bloku. Zamiast tego przygotowuje się do uruchomienia kanałów płatności (szybkich i o rzędy wielkości bardziej pojemnych niż transakcje rejestrowane w blockchainie), dla który główny łańcuch będzie tylko warstwą ostatecznego rozliczania (settlement). To rozwiązanie jest jednak odległe o 12–18 miesięcy, a póki co opłaty transakcyjne sięgają kilkunastu dolarów za transakcję. To oznacza, że w praktyce ta wersja bitcoina straciła (na razie) cechę waluty rozliczeniowej, a jest jedynie uważana za instrument przechowywania wartości (store of value). Ale to właśnie ten łańcuch wciąż uznawany jest za „prawdziwy” bitcoin i to w oparciu o niego giełda CME Group wprowadziła kontrakty terminowe.

Podział kryptowaluty nie zakończył wojny o jej przyszłość, jedynie zaznaczył koniec początku konfliktu o miano „prawdziwego” bitcoina. W tej chwili podział społeczności ma już swoje odzwierciedlenie w podziale technologicznym (dwie wersje łańcucha bloków), dzięki czemu każda ze stron może dowodzić wyższości swoich wizji rozwoju kryptowaluty pracując na osobnym blockchainie. Jednak wojna prowadzona jest na wielu frontach. Oprócz wyścigu technologicznego, konflikt rozgrywa się także w sferze informacyjnej i propagandowej. Mamy tu do czynienia z całym wachlarzem działań znanych z głównonurtowego świata politycznej i kulturowej walki informacyjnej. Bitcoin Cash oskarża Bitcoin Core o zdradę oryginalnej idei kryptowaluty poprzez próbę przeniesienia transakcji poza blockchain i obsługę przez scentralizowane, opatentowane mechanizmy (sidechains). Ma to doprowadzić do korporacyjnego przejęcia bitcoina. Bitcoin Core twierdzi z kolei, że nowy łańcuch jest atakiem na bicoina przeprowadzanym przez kartel chińskich „górników”.

Wojna toczona jest także na polu ekonomicznym. Pojawiły się przypuszczenia, że cena Bitcoin Core jest utrzymywana  między innymi poprzez ogromne zakupy za pomocą innej kryptowaluty, tether, której własnością jest parytet w stosunku do dolara (1 tether jest zawsze warty 1 dolara). W ostatnim czasie na rynku pojawił się blisko miliard tetheru, jednak branżowi specjaliści wyrażają wątpliwości, czy ten wolumen ma pokrycie w dolarze, czy został po prostu „wydrukowany”, żeby kupić Bitcoin Core i utrzymać jego cenę, jako ruch w wojnie z Bitcoin Cash.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że na poziomie ekonomicznym wciąż istnieje współzależność pomiędzy obiema walutami. Oba bitcoiny działają na zasadzie tego samego algorytmu (proof of work), co oznacza, że „górnicy”, decydujący o bezpieczeństwie, szybkości i sprawności działania sieci, mogą łatwo przełączać się pomiędzy blockchainami, w zależności od tego, którego obsługa bardziej im się opłaca. Decyduje o tym wiele czynników – relacja trudności „kopania” na obu łańcuchach, stosunek ceny w dolarach obu rodzajów bitcoina (bo w bitcoinach „wypłacana” jest nagroda za obsługę sieci), szybkość generowania bloków w danym momencie (bo od tego zależy jak często generowana jest nagroda) itp. Cena i użyteczność obu krytpowalut jest powiązana (na zasadzie naczyń połączonych) na bardzo podstawowym poziomie. Przy jednoczesnym spełnieniu kilku technicznych i rynkowych warunków Bitcoin Cash może „wyssać” moc obliczeniową, użytkowników i – ostatecznie – wartość z Bitcoin Core.

Pierwsi użytkownicy kryptowalut wykształcili rodzaj stoickiej postawy wobec dramatycznych wahnięć kursów. Wynika ona między innymi ze świadomości, że technologiczno–społeczny system blockchainowy dopiero się kształtuje i wciąż jeszcze jest eksperymentem. Trudno oczekiwać takiej wiedzy i odporności od nieświadomego, „zielonego” inwestora. Potencjalne straty spowodowane gwałtownymi spadkami cen bitcoina, bez refleksji na temat głębszych mechanizmów działania ekosystemu blockchainowego, mogą wygenerować kolosalne pokłady negatywnego sentymentu. To z kolei może zahamować rozwój i dojrzewanie rozwiązań blockchainowych, których bitcoin jest jedynie elementem.

Wszystkim zainteresowanym tematem technologii blockchain polecamy obejrzenie zapisu z DELab Talks „Understanding and making business in Blockchain”

2017-12-20T10:49:03+00:00